Business Consulting Center

Po godzinach

Zabawa w wojsko

Filip, od 2007 w BCC

Mój oddział Delta dostał rozkaz ze sztabu – zdobyć umocniony punkt w sektorze D4 (mapa i dobra znajomość terenu są przydatne). Jako wsparcie otrzymaliśmy oddział Alfa, dysponujący karabinem maszynowym. Posuwamy się do przodu. Nagle ktoś pada i zaczyna rozpaczliwie wzywać medyka, inny krzyczy: snajper! Wszyscy rozpierzchają się w poszukiwaniu osłony. Jako jedyna osoba potrafiąca przejąć krytyczną lokację, trzymam się trochę z tyłu. Snajper zostaje w końcu zlokalizowany i zlikwidowany ogniem krzyżowym. Ruszamy dalej, aż w końcu docieramy do celu. Dowódca rozdziela zadania poszczególnym strzelcom, przez radio ustala plan z dowódcą ciężkiej piechoty. Tamci uderzą od frontu, pokrywając wroga gradem kul, my od flanki, wdzierając się w jego linie od słabiej bronionej strony. Ktoś rzuca granat dymny, ruszamy. Rozpoczyna się piekło. Adrenalina skacze, popędzając do przodu w równym stopniu co okrzyki dowódcy. Od przeszkody do przeszkody, od drzewa do drzewa, od okopu do okopu. Nagle czuję uderzenie w lewe ramię. Wcale nie boli, ale wiem, że oberwałem. Żyję, jestem tylko ranny, jeszcze zdołam wykonać swoją misję. Wzywam medyka, po kilku ponaglających okrzykach podczołguje się do mnie. Ma mnóstwo roboty, bo wokół pełno rannych. Zdaję sobie sprawę, że plan się nie powiódł, wróg nadal się trzyma, mało tego, przeciwnicy zaczynają wchodzić nam na plecy. Wtedy przypominam sobie, że w ładownicy mam granat, a przede mną jest rów, z którego powinienem bez problemu dosięgnąć do wrogiego okopu. Kolega sprawdza stan amunicji, ma jeszcze jeden magazynek, starczy, by dać mi zaporę ogniową na parę sekund. Postanawiam postawić wszystko na jedną kartę…

Airsoft to spełnienie marzeń wszystkich chłopców – zabawa w wojsko. Jeśli wspomnieć komuś o strzelaniu, większość automatycznie pomyśli o paintballu. Bo rzeczywiście paintball i airsoft są do siebie zbliżone – tak jak jazda na rowerze do jazdy na motorze. Na czym to polega? Banda młokosów biega po lesie z zabawkowymi karabinami, strzelając do siebie plastikowymi kulkami o średnicy 6 mm i wadze ułamka grama. Nie ma farby, nie ma śladu – to skąd wiadomo, że ktoś dostał? Sport ten ma swoje korzenie w Japonii, a z tym wiąże się swego rodzaju kodeks honorowy – poczułem/usłyszałem/zobaczyłem, że oberwałem, muszę się przyznać i zejść z pola.

Wspominając o bandzie młokosów lekko minąłem się z prawdą. Tak jak w różnych dyscyplinach sportowych istnieją kluby, w airsofcie ludzie łączą się w ekipy, mające od kilku do kilkudziesięciu członków. W samej Wielkopolsce jest ponad 200 takich ekip. Większość traktuje airsoft jako hobby, ale jeśli dla niektórych to tylko sposób na odreagowanie w sobotę po całym tygodniu pracy, to dla innych jest to styl życia, połączony z zamiłowaniem do wszelkich militariów. Treningi ekip airsoftowych niejednokrotnie przypominają treningi służb mundurowych – policji czy wojska.

Repliki karabinów dla laika są nie do odróżnienia od broni ostrej – skala ta sama, materiały podobne, ciężar zbliżony do oryginału… To nie pistoleciki na kulki, które za młodu kupowało się za kilka złotych w kiosku.

Kilka czy może kilkadziesiąt złotych wystarczy, by zacząć bawić się w airsoft (zwany też u nas ASG, od Air Soft Guns). W zasadzie jedynym wymogiem jest posiadanie odpowiedniej ochrony oczu, którą zapewnić mogą np. okulary balistyczne czy gogle taktyczne. Ale jak każde hobby, airsoft wciąga i z portfela potrafi wyciągać co miesiąc po kilkaset złotych albo i więcej.

Mając zapewnioną ochronę oczu, trzeba pomyśleć o narzędziu do gładzenia wrogów na polu bitwy, czyli o gnacie. Replice, znaczy się . Kilka stówek wystarczy. Do tego jeszcze jakiś mundur, bo przecież w dresie wstyd, i kolejny niedzielny komandos zasila rzeszę maniaków ASG.

Wśród tych maniaków, owszem, jest sporo młodzieży, ale nie dzieci – taka zabawa jednak kosztuje, a ze względu na jej dość ekstremalny charakter (bo w końcu chodzi tu o strzelanie do siebie), istnieje dolne ograniczenie wiekowe, zwykle 16, bądź 18 lat. Za to górnej granicy nie ma. Nigdy nie jest za późno, by zrealizować swoje marzenia z dzieciństwa. Zdarza się, że synowie wciągają w to hobby swoich ojców, ale i odwrotnie – to ojcowie przyprowadzają synów. Bawią się też kobiety. Niestety stanowią mały procent całej społeczności, ale jeśli chodzi o skuteczność i waleczność, potrafią zawstydzić niejednego mężczyznę.

Kiedy się bawimy? Jak czas pozwoli. Zazwyczaj w sobotę lub niedzielę. Ale zdarza się i w środku tygodnia. Spotkania są bardzo różnorodne. W najmniejszych uczestniczy po kilka, kilkanaście osób. Przykładem będzie tu trening wewnętrzny drużyny. W weekend zazwyczaj zbiera się kilkadziesiąt osób, będących członkami różnych lokalnych ekip. Takie „strzelanki” cechuje brak konkretnych ustaleń – wystarczy podział na 2 strony i walka aż do całkowitego unicestwienia jednej z nich, co trwa nie dłużej niż pół godziny. A potem od nowa. I tak potrafi minąć pół dnia.

O wiele ciekawszą opcją są zorganizowane scenariusze. Cechują się własnymi zasadami, umiejscowieniem w jakimś konkretnym regionie świata, w środku prawdziwego czy zmyślonego konfliktu, a nawet w zupełnie oderwanych od rzeczywistości realiach sci-fi. Uczestników takiego wydarzenia może być od kilkudziesięciu nawet do kilkuset. Niektóre scenariusze trwają kilka godzin i do domu. Ale te najbardziej wyczekiwane zloty trwają 2-3 dni i poza strzelaniem zawierają dużą dozę integracji.

W airsofcie każdy miłośnik adrenaliny i militariów znajdzie coś dla siebie. Niektórzy chcą po prostu odreagować, inni cenią sobie współpracę w zespole, kolekcjonowanie sprzętu. Najwięksi maniacy nie spoczną, dopóki nie będą mieli na swoim wyposażeniu sprzętu wyłącznie kontraktowego (a więc takiego, które jest wykorzystywane przez wojsko). Spotkania mogą być po prostu spotkaniem grupki przyjaciół, ale mogą symulować prawdziwe działania wojskowe – struktura dowodzenia, komunikacja radiowa na różnych szczeblach, wykorzystanie pojazdów wojskowych, pirotechniki, wyjście w pole w pełnym rynsztunku i powrót po 48 godzinach.

Uczestnictwo w spotkaniach to nie wszystko. Każdy maniak w domu trzyma swoją własną kolekcję sprzętu. Kompletne repliki i ich części, lunety, kolimatory, magazynki, hełmy, gogle, okulary, maski, nakolanniki, nałokietniki, pasy i kamizelki taktyczne, ładownice, kabury, plecaki, hełmy, tłumiki, dwójnogi, granaty, lasery, zestawy radiowe, manierki, latarki, noktowizory, mundury, siatki maskujące, apteczki, mapy, plany… Z czasem coraz trudniej to wszystko pomieścić, a mieszkanie potrafi przybrać kształt małej zbrojowni.

Jaki klimat, taki sprzęt. Wiele grup airsoftowych wzoruje się na prawdziwych formacjach wojskowych – amerykańskich Marines, polskim Gromie, Bundeswehrze. Ale wyobraźnia nie ogranicza nikogo, można równie dobrze odgrywać rolę Amerykanów z wojny wietnamskiej czy niemieckich piechurów z II wojny światowej.

Moja zabawa z airsoftem zaczęła się 4 lata temu. Początki skromne, strzelanie w małym gronie, potem wraz z innymi ekipami z Poznania, w końcu uczestnictwo w ogólnopolskich zlotach. Ale o ile niektórym samo uczestnictwo w spotkaniach w zupełności wystarczy, po pewnym czasie postanowiłem nie czekać na innych i samemu coś zorganizować. Co prawda pracy przy organizacji jest co nie miara, ale satysfakcja z widoku kilkudziesięciu zadowolonych ludzi ogromna. Po jakimś czasie strzelanie nie dostarcza już tyle adrenaliny co na początku (oczywiście są wyjątki, jak np. nocne scenariusze w świetle księżyca, gdzie widoczność spada czasem do kilku metrów), ale organizacja scenariuszy nigdy się nie nudzi. Pomysłów dostarczają nie tylko obecne, hipotetyczne i przeszłe konflikty, ale też książki i gry komputerowe. Wystarczy szczypta chęci i odrobina samozaparcia.

< wróć

Do góry

Przyjazna rekrutacja

Aplikacja online

Jesteś absolwentem szkoły wyższej?

Masz doświadczenie w pracy w branży IT?

Zgłoś się - prowadzimy ciągły nabór.

Złóż aplikację

NEWSLETTER KARIERA W BCC

Po godzinach

Przeczytaj, czym zajmujemy się po pracy.

więcej

zwiń